fbpx

Jesteś motywacyjnie upośledzonym marzycielem

Opublikowane przez OptimismoCompartido w dniu

Jeśli czytasz książki i blogi motywacyjne to na pewno nic poza tym nie robisz. Tylko czytasz.
Jesteś wiecznie niezadowolonym człowiekiem, którego samo marzenie nie motywuje. Musisz czytać te motywacyjne bzdury, a potem nic nie robisz tylko narzekasz.
Jesteś chronicznym marzycielem,  który nie potrafi pojąć, że można być szczęśliwym „tu i teraz”. Nie potrafisz cieszyć się swoim życiem. Planujesz na 10, 20 lat do przodu i czekasz, aż „coś się stanie” i odmieni Twój los. Bo Twoje cele są nierealne, ich nie da się spełnić.
Unieszczęśliwiasz nie tylko siebie, ale i całe swoje otoczenie. Rozsiewasz to, jakim jesteś nieszczęśliwym człowiekiem, marudzisz i narzekasz. Bo szczęście jest dla Ciebie celem w teorii, a w praktyce celem jest niszczenie siebie i uprzykrzanie życia innym.

Nie, to nie są moje słowa. Są to słowa, które gdzieś przeczytałam. Koniec końców cały wpis tej osoby jest rodem z książek o motywacji (takie jest moje zdanie), choć myślenie, że osoby, które czytają takie książki de facto są mało ambitne aż biło po oczach.

motivador

Szczerze?

Nie znam żadnej osoby, która czyta „motywacyjny syf”, a która nic nie robi, żeby zrealizować własne cele. Za to znam bardzo dużo ludzi, którzy takich książek nie czytają i nie osiągnęły nic. Oczywiście, ci którzy nie czytają takich treści dzielą się na dwie grupy (tak samo jak ci co czytają), na tych którzy mają marzenia i działają oraz na tych którzy działań żadnych nie podejmują. Wydaje mi się jednak, że procent jednych i drugich jest odwrotny w obu grupach. Mówienie natomiast o osobach, które się motywują, inspirują, podciągają do góry, że są niewystarczająco zmotywowane swoimi marzenia, że muszą „szukać szczęścia” w książkach nie jest trafne.

Czytam książki motywacyjne. Czytam blogi motywacyjne. Ba! Sama piszę o motywacji. Mam listę celów i księgę celów – dwie zupełnie różne rzeczy, które w niektórych miejscach się pokrywają, ale w wielu jednak różnią. Czy to znaczy, że jak już czytam i spisuje cele to znaczy, że g*wno robię, żeby je zrealizować? A no nie. Robię dużo i osiągam dużo, ale to są moje marzenia i mój sposób ich realizacji.

Pamiętaj.

To co dla Ciebie jest celem, marzeniem, dla kogoś innego może być badziewiem, bzdurą. Ale czy Ciebie powinno obchodzić, co sądzą inni? Nie wydaje mi się. Moim marzeniem było kiedyś mieć zegarko – bransoletkę. I kupiłam sobie – za 5zł, może nawet mniej. Teraz noszę go dumna, bo znalazłam to, czego szukałam. To nie musi być rzecz nie wiadomo jakiej firmy, za nie wiadomo jakie pieniądze. Ważne, że jestem szczęśliwa, bo zrealizowałam swoje marzenie.

To, że mówię o tym, że się motywuję i motywuję innych, nie znaczy, że cel sam w sobie mnie nie motywuje. To znaczy tyle, że mam taki power, że chcę więcej, niż wydaje mi się, że mogę.
Chcę więcej, niż osoba, która tego nie czyta? Tego nie powiedziałam.
Koniec końców ci z marzeniami ale bez książek motywacyjnych, może i nie spisują celów, ale o nich myślą, tak samo intensywnie, jak ja. Ja spisuję, bo lubię. Bo lubię segregatory, notesiki, rysunki, daty realizacji. I nikt mi tego nie zabroni. I nie krytykuj mnie tylko dlatego, że żyję inaczej niż Ty. Że czytam to, bo chcę, bo lubię, bo mnie to odpręża. Może Ty czytasz coś, czego ja nie uznaję za interesującą lekturę. Nie uznaję tego jednak za lekturę dla siebie, a nie dla Ciebie.

Ludzie są różni i to jest piękne. Jakby każdy był taki sam, życie byłoby nudne. Nie krytykuj kogoś tylko dlatego, że chce czegoś innego niż Ty, że inaczej się motywuje do tego, czego chce.
Nie czytasz książek motywacyjnych i myślisz, że jesteś lepszy? Twoja sprawa, nie moja. Moim zdaniem, każdy ma takie ambitne cele, jakie przed sobą postawi i nie ma się co porównywać. Strasznie nie lubię, jak ktoś patrzy na mnie przez pryzmat siebie i nie potrafi pojąć, że ja to nie on i inaczej postrzegam rzeczywistość. (Trochę przywodzi mi to na myśl te matki co pracują jako mamy i gospodynie w domu. Z jednej strony mówią, żeby nikt nie oceniał ich gorzej, przez to, że zaniechały pracę zawodową, bo matki czynne zawodowo mają dokładnie te same obowiązki, tylko w mniejszej liczbie godzin do nadrobienia wszystkiego. Ale z drugiej strony wieszają psy na tych, które do pracy wróciły. Bo przecież ta co „siedzi” w domu lepiej się dzieckiem zajmie, lepiej je wychowa, no i oczywiście będzie miała lepszą relację. Bo jak tamta postawiła na rozwój siebie również poza domem, albo wyjścia nie miała i musiała do pracy wrócić, to wiadomo, że w domu już nic z siebie nie daje, tylko się obija…  Taka mała dygresja. xD)

My, motywacyjnie upośledzeni marzyciele nie tylko czytamy.

My działamy, my oszczędzamy, robimy duże plany. My stawiamy małe kroki. Rozpisujemy na kartkach. Podkreślamy zakreślaczem. Mamy osobny segregator do wielkich marzeń. Mamy notes do małych celów. Tworzymy rytuały. Budujemy nawyki. Rejestrujemy swoje działania. Tak robimy, bo tacy jesteśmy. A jesteśmy szczęśliwi. I nasi bliscy też są szczęśliwi i przez nas nie cierpią.

A jeśli ktoś z naszego otoczenia cierpi przez to nasze upośledzenie, to może czas, żeby przestał cierpieć. Życie jest za krótkie, żeby być nieszczęśliwym.

K.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.