Wywiad z Barbarą Stawarz- García. Nauka języka hiszpańskiego

Opublikowane przez OptimismoCompartido w dniu

Witajcie!

Dzisiaj przed nami wywiad z Barbarą Stawarz-Garcia.

Dla tych, którzy nie znają tylko powiem, że Pani Barbara jest guru od content marketingu. Jest autorką bestsellerowej książki „Content marketing i social media”.  Prowadzi agencję content marketingową Happy Content, publikuje teksty, wykłada na uczelniach, występuje na konferencjach. Mogliście jej słuchać i oglądać w Łodzi na konferencji Seeblogers. Jej pasją są podróże i z tej pasji narodziła się jej druga firma. A mianowicie biuro podróży Hola Cuba, organizujące jedyne w swoim rodzaju podróże na Kubę.
Zaczynajmy więc pytania dotyczące nauki języka hiszpańskiego. Kiedy i gdzie miała Pani pierwszy kontakt z językiem hiszpańskim?

Pierwszy kontakt z hiszpańskim pewnie miałam w czasie pierwszej wizyty w Hiszpanii, miałam 13 lat, więc specjalnie mnie to nie interesowało 🙂 Nigdy też później hiszpański nie był tym językiem, którego chciałam się uczyć. Miałam słabość do francuskiego, później włoskiego, ale nigdy do hiszpańskiego.

Czyli totalnie nie była to miłość od pierwszego wejrzenia i musiała długo dojrzewać?

Miłością od pierwszego wejrzenia był raczej mój mąż (haha), no i tak się złożyło, że jego językiem jest hiszpański, czyli po prostu nie miałam wyjścia. Natomiast dziś widzę jak pięknie romantyczny jest hiszpański jako język – latynosi oczywiście też i mają to we krwi – i bardzo podoba mi się codzienne porozumiewanie po hiszpańsku. Nawet jak się niczego nie rozumie, to można odnieść wrażenie, że właśnie ktoś komuś wyznał miłość.

Co zmotywowało Panią do nauki? Do czego potrzebowała Pani znajomości tego języka?

Moją jedyną i największą motywacją była znajomość z moim mężem. Wcześniej kompletnie nie znałam hiszpańskiego, natomiast jemu to zupełnie nie przeszkadzało, by codziennie pisać do mnie długie wiadomości w swoim języku. Czytałam, tłumaczyłam, odpisywałam i tak to się zaczęło. Sporo zabawnych nieporozumień w tej korespondencji nas spotkało za sprawą mojego korzystania z translatora Google, ale przynajmniej było wesoło!

Czy teraz nadal zdarzają Wam się językowe nieporozumienia?

Tak, cały czas, ale już nie tak fundamentalne jak na początku 🙂

Kiedy zaczęła się Pani uczyć tego języka? Jak długo się Pani go uczyła?

Choć nie była to jeszcze nauka, to myślę, że właśnie korespondencja na linii Polska-Kuba była początkiem, czyli był to 2015 rok. Natomiast na pierwszy kurs (był to miesięczny intensywny kurs) poszłam po kolejnej wizycie na Kubie, czyli już na początku 2016 roku. A później kolejny i jeszcze jeden (wszystkie miesięczne, intensywne).

Czy obecnie się go Pani jeszcze uczy? Cały czas doskonali, czy jest to już poziom najwyższy?

Uczę się cały czas i bardzo dużo mi jeszcze brakuje do zadowalającego poziomu, natomiast kiedy Kubańczycy po kilkudniowej znajomości myślą, że jestem Kubanką, a jeśli nie, to przynajmniej mam ojca Kubańczyka (nie wiem czemu akurat ojca, ale zawsze tak uważają), to myślę, że jest nieźle. Nie ma jednak dnia, bym nie napotykała na nowe słowa i nie potykała się o gramatykę.

Nie chciała Pani zmotywować męża do nauki polskiego?:)

Motywuję cały czas – ja i moja rodzina! Nie ma co ukrywać, że polski jest trudny i jest sporym wyzwaniem, ale mąż również chodził na kursy polskiego (aktualnie grupy są przepełnione i nie udało mu się zapisać). Teraz w miarę swojego zapału do j.polskiego, który pojawia się i znika stara się uczyć samodzielnie.

Jakimi metodami uczyła się Pani języka? Na kursie/korepetycjach/samodzielnie…

Myślę, że przede wszystkim najwięcej nauczyłam się będąc na Kubie i cały czas w ten sposób najwięcej się uczę. Kursy usystematyzowały mi gramatykę, czy może raczej wyjaśniły, bo ona nadal mi się miesza. Ale przez moje doświadczenie z hiszpańskim jestem przekonana, że nauka w praktyce to najlepszy sposób. Jak wspominałam, uczyłam się wcześniej kilku innych języków. Bardzo klasycznie – kursy, w szkole, w grupach, indywidualnie. Wszystko to było jednak nauką w sztucznym środowisku. W hiszpańskim po prostu się zanurzyłam i on zaczął mi sam po prostu płynąć w krwi…

Co sprawiało Pani największe kłopoty w nauce tego języka?

Była i nadal jest to gramatyka. Im dalej w las, tym bardziej się komplikuje. Na szczęście Kubańczycy są zbyt leniwi na tak złożone używanie gramatyki hiszpańskiej, więc tam wszystko jest zdecydowanie łatwiejsze. Pomijając wymowę, bo zrozumienie Kubańczyków na początku dla wielu osób jest sztuką – mówią BARDZO szybko i ucinają końcówki wyrazów. Jak już się to opanuje, to jest łatwo.

To podobnie jak w Andaluzji, a w Kadyksie to już w ogóle. Jak byłam na Erasmusie, też z początku kompletnie nic nie rozumiałam. Co jest dla Pani najłatwiejsze w nauce tego języka?

Myślę, że słownictwo. Miałam w szkole łacinę, uczyłam się francuskiego, włoskiego, a tutaj jest sporo podobieństw, więc bardzo się to przydaje. Sam angielski też jest tutaj bardzo przydatny, bo wiele słów jest podobnych.

A tak z ciekawości, który język ocenia Pani, że umie najlepiej z całej tej listy?

Myślę, że jest to jednak angielski, choć łapię się na tym, że przez codzienne mówienie po hiszpańsku cierpi na tym, ale to podobno naturalne zjawisko, że słowa zaczynają się mieszać.

A teraz jedna mała prywata: w domu u Pani mówi się po polsku, czy po hiszpańsku?

Staram się mówić jak najczęściej po polsku, by mój mąż uczył się języka, ale rozmawiamy ze sobą po hiszpańsku. Muszę przyznać, że bardzo też lubię kłócić się po hiszpańsku – od razu mam przed oczami wściekłą Penelope Cruz z filmów Almodovara 🙂

Ostatnie pytanie, związane z podróżami i życiem na Kubie. Czy życie tam jest łatwiejsze niż w Polsce?

Mimo że na Kubie ludzi spotykają codzienne trudności i wielkie braki, to myślę, że mimo wszystko życie tam jest w pewien sposób łatwiejsze. To socjalizm, także ludzie nie zaciągają kredytów, nie zapożyczają się (choć są i takie sporadyczne przypadki), nie gnają za obowiązkami, nie mają dookoła propagandy sukcesu, presji na bycie doskonałym na każdej płaszczyźnie i tak dalej i tak dalej. Przez to wszystko na pewno jest im milej w codzienności. Nie zmienia to jednak faktu, że właściwie od 60 lat Kuba przeżywa stale pojawiający się kryzys i ciągle tam czegoś brakuje – od mąki zaczynając, przez jajka, na paliwie kończąc.

A jakby miała Pani wybrać, albo Kuba albo Polska, to mieszkałaby Pani w…

Na dziś wybraliśmy i jest to Polska. Zimę spędzamy na Kubie, ale domem jest jednak Polska, choć muszę przyznać, że naprawdę bardzo tęsknię za Kubą. Zwłaszcza jak przychodzą takie szare dni…

Nie dziwię się, też w te szare dni uciekam myślami, gdzie się da, gdzie świeci słońce 😊

Dziękuję za udzielenie wywiadu. A Was wszystkich zapraszam na profil na Instagramie oraz Facebooku, jak również na strony w sieci: Holacuba oraz Happycontent.

¡ Hasta Luego !


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *