fbpx

O nauce języka hiszpańskiego z Sandrą, czyli Madame Polyglot

Opublikowane przez OptimismoCompartido w dniu

Witajcie.

Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z Sandrą. W sieci znaną jako Madame Polyglot. To hakerka gramatyki, choć ja bym ją nazwała raczej pogromczynią nauki języków obcych. Sandra sama uczy języków obcych, uczy się, ale również uczy inne nauczycielki, jak tych języków obcych uczyć, żeby nauka była efektywna. Możecie spotkać ją na kanale na YouTubie, na jej blogu oraz w mediach społecznościowych (FB,IG). Ja na Sandrę trafiłam, gdy chciałam odświeżyć swój język niemiecki. Temat co prawda zarzuciłam, ale do Sandry bardzo, bardzo chętnie zaglądam. Cześć Sandra.

Cześć.

Bardzo mi miło, że zgodziłaś się w ogóle udzielić wywiadu. Powiedz mi czy chciałabyś coś jeszcze dodać o swojej działalności? Czy coś ważnego pominęłam?

Myślę, że powiedziałaś wszystko co jest najważniejsze. Dziękuję.

To przejdźmy sobie od razu do pytań o język hiszpański. Powiedz mi, kiedy i gdzie miałaś ten pierwszy kontakt z językiem?

Pierwszy kontakt był liceum. Nie, to jeszcze było w podstawówce. Chyba w ósmej klasie. Wtedy był taki duży boom na telenowele latynoamerykańskie. Dużo osób te telenowele wyglądało, a ja nie. Ja stwierdziłam „no to jeśli tak ludzie oglądają, ja też zacznę” i wtedy zaczęła się nowa telenowela, to chyba była Paulina. To była moja pierwsza i zaczęłam te telenowele oglądać. No i tak się wciągnęłam w hiszpański. Także oglądałam jedną telenowelę meksykańską za drugą.

Powiedz, to była miłość od pierwszego wejrzenia od tych telenowel? Czy to musiało dojrzewać u Ciebie zanim pojawiła się miłość?

Właściwie od razu mi się spodobało, bo, mimo że my mamy lektora jednak w polskiej telewizji to dało się słyszeć język oryginalny i wyłapywałam te pierwsze słówka i już po kilkunastu godzinach naprawdę sporo już tych słów znałam. Wiesz, jak powiedzieć po hiszpańsku takie proste rzeczy, pojedyncze słowa jak na przykład abuela, te amo i tak dalej. Więc to mi się spodobało, że tak szybko wyłapałam te rzeczy. Później zaczęłam myśleć o tym, żeby się faktycznie hiszpańskiego uczyć.

Zaczęłaś się już wtedy uczyć? Czy jeszcze trochę?

Jeszcze nie zaczęłam, dlatego że byłam…  No to była podstawówka, a później jeszcze było całe liceum. Miała 5-letnie liceum, więc wtedy też jeszcze nadal się nie uczyłam, aczkolwiek oglądałam dalej sobie telenowele. W liceum miałam włoski, więc już na ten hiszpański nie miałam ani czasu, ani ochoty tak naprawdę. Ograniczałam się tylko do telenowel. Natomiast później, od razu po maturze wyjechałam do Niemiec i zaczęłam studia filologii hiszpańskiej. Wtedy już uczyłam się tak standardowo, chociaż bardzo intensywnie.

Powiedz mi co sprawiło, że pokochałaś ten język?

Nie wiem. Mnie tam wiele potrzeba do tego, żeby spodobał mi się jakiś język. Wiele języków mi się podoba. Generalnie ładnie brzmi i nawet łatwy mi się wydawał.

Wracając tak jeszcze do wyboru studiów to czy jakieś inne kierunki brałaś pod uwagę? Jak to się stało, że właśnie wylądowałeś na tej filologii?

Ja chciałam studiować język włoski. To był mój główny cel, bo ja włoski uwielbiałam. Zrobiłam też certyfikat jeszcze w klasie maturalnej. No i chciałam koniecznie ten włoski kontynuować, a że wyjechałam na studia do Niemiec, a tam trzeba było mieć przynajmniej dwa kierunki jednocześnie to zastanawiałam się po prostu, co mogłabym do tego jeszcze wziąć. No i dobrałam sobie ten hiszpański. Później tak sobie studiowałam te dwa języki, później tam się troszkę kolejność zmieniała, jeden był główny, drugi był poboczny. Później to zmieniłam. Najpierw był włoski, później był hiszpański. Później się przepisałam na inny uniwersytet, zmieniłam w ogóle miasto po trzech latach. Znowu te kierunki zmieniłam i wtedy znowu hiszpański był jako główny i tak już później to ściągnęłam do końca, że hiszpański był tym głównym kierunkiem, z którego pisałam pracę magisterską.

Docelowo chciałaś być nauczycielką hiszpańskiego? Czy jak to się stało? Do czego potrzebowałaś znajomości tego języka?

Absolutnie nie chciałam być nigdy nauczycielem. To jest straszne. Teraz paradoksalnie jestem. Myślałam ewentualnie o jakiś tłumaczeniach albo czymś takim, ale tak naprawdę to była tylko taka opcja awaryjna. Ja chciałam robić coś innego, chciałam pracować bardziej w gospodarce gdzieś, w biznesie, coś takiego chciałam robić. Faktycznie zaczęłam pracę jako taka osoba, która prowadzi flotę, która zarządza flotą. Ta praca polega na tym, że na przykład obsługujesz jakąś firmę albo pracujesz w tej firmie, która dysponuje wieloma samochodami i moja firma miała około 600 samochodów. To byli ludzie, którzy sprzedawali produkty tej firmy, więc jeździli po całych Niemczech. Ci ludzie mieli do dyspozycji samochody i ja te samochody brałam dla nich w leasing, podpisywałam umowy… No i to była właśnie taka praca, w której mogłam zastosować wszystkie moje języki. Głównie po niemiecku, ale też mieliśmy część z Włoch, jak zastępowałam koleżankę, która robiła Hiszpanię, kiedy ona była na urlopie albo na chorobowym, miałam te Szwajcarię. Mogłam po prostu wszystkie języki, które znam zastosować i to mi się podobało. Właśnie coś takiego, w takim czymś siebie widziałam bardziej niż w takich językowych rzeczach. Natomiast to nauczania byłam zniechęcona dlatego, że również podczas studiów przez pewien czas pracowałam jako nauczycielka języka włoskiego w szkole językowej czy w takim studium pomaturalnym i po prostu nie podobało mi się to. To były kursy grupowe i widziałam, że to nie działa. Wtedy nie miałam wypracowanego żadnego systemu nauczania swojego i ja też robiłam to, co ja widziałam gdzieś kiedyś na jakiś kursach językowych. Czułam się taka wypalona przez to, bo widziałam, że niektórzy się nie uczą, niektórzy nie chcą, inni chcą, ale są ciągnięci w dół przez innych i nie da się zadowolić każdego. Stwierdziłam, że to jest kompletnie bez sensu, że każdy się języka powinien uczyć sam i powiedziałam, że nie będę już tego robić.

Takie pytanie pozakonkursowe w takim razie.  Jak to się stało, że jednak uczysz?

To się stało tak, że w pewnym momencie już nie mogłam pracować dłużej, bo pochorowałam się dość mocno i miałam wtedy nową pracę w takiej firmie koreańskiej. Po trzech miesiącach pracy tam już się tak pochorowałam, że byłam bardzo długo na chorobowym i niestety mnie zwolnili. Z tym, że stety-niestety, nawet byłam zadowolona z tego. Wtedy już nie chciałam wracać do pracy. Wtedy chciałam zrobić coś swojego, a że już miałam kanał na YouTube od dwóch lat, to pomyślałam, że spróbuję z tymi językami. Wymyśliłam wtedy mój bootcamp. Czyli ten taki intensywny kurs indywidualny, codzienny. Wszystko sobie przemyślałam i ustaliłam tak, żeby to rzeczywiście działało i żebym mogła też pracować jeden na jeden z ludźmi, a nie tak jak było na kursach grupowych, gdzie po prostu nie byłam w stanie dopasować wszystkiego do każdego. Wtedy mi się to spodobało. Wtedy pomyślałam „to ma sens”.

Hiszpańskiego też obecnie uczysz intensywnie? Jakich języków uczysz? Bo na pewno niemieckiego…

Właśnie hiszpańskiego nie uczę, nie nauczam. Nauczam niemieckiego, włoskiego i angielskiego. Hiszpańskiego nie dlatego, że to jest jedyny język (Jedyny, z którego skończyłam studia w ogóle. Znaczy włoskiego też, tylko nie pisałam pracy magisterskiej.), którego nie nauczam dlatego, że nie mam po prostu takiego dużego kontaktu z tym językiem, jak z innymi językami. Ani niczego nie oglądam, ani nie mieszkałam nigdy w Hiszpanii, ani nie mam znajomych z Hiszpanii czy z Ameryki Łacińskiej. Nie mam nawet możliwości praktykowania tego języka jakoś często tylko gdzieś tam na takich pojedynczych spotkaniach, konwersacjach, które od czasu do czasu wykupuje. Rzadko kiedy się zdarza, że coś w języku hiszpańskim oglądam, więc mnie też po hiszpańsku czasami brakuje słów. Czasami na przykład zrobię też jakiś błąd gramatyczny, bo jak się nie ma tego przyzwyczajenia do używanie jakiegoś języka to, mimo że się zna gramatykę to jednak te błędu się tam później pojawiają. Uważam, że w moim przypadku nieodpowiedzialnym byłoby nauczanie języka hiszpańskiego, nie mogłabym zagwarantować po prostu wysokiej jakości.

Bardzo mi się to podoba. Wiele osób się pcha w nauczanie, a jeszcze nie ma tego poziomu zadowalającego, a jednak uczy.

To znaczy to jest dobre, dlatego że kiedy się uczy innych to też uczy się samego siebie. Wtedy ten poziom też rośnie. U mnie też tak było z innymi językami, że na początku na przykład pewnych zasad nie znałam, bo czasami uczniowie mają różne dzikie pytania. Trudno było też na takie pytania odpowiadać i dopiero im więcej kursów przeprowadziłam, tym bardziej znałam gramatykę każdego z tych języków. Byłam w stanie na te wszystkie pytania odpowiedzieć i wypracować sobie jakiś też swój własny system do tłumaczenia tego wszystkiego. Dlatego nauczanie również pomaga. Jeśli ktoś nawet zna już język bardzo dobrze to nauczanie pomaga mu poznać ten język jeszcze lepiej. Trzeba nawet to zrobić dlatego, że po prostu kiedyś trzeba zacząć. Tylko trzeba być też szczerym na samym początku, moim zdaniem: „okej, ja jeszcze nie znam języka aż tak super dobrze, więc nauczam powiedzmy początkujących A1, A2, B1 i na tym się zatrzymuje i dopiero później, jak znam język lepiej to idę wyżej”. Uważam, że to jest w porządku tylko trzeba powiedzieć.

W sumie szczerość jest najważniejsza, podstawa. Powiedz uczysz teraz się hiszpańskiego? Chcesz do tego wrócić? Jak u Ciebie wygląda sprawa z tym tematem?

Od czasu do czasu mam konwersacje z hiszpańskiego. Zawsze z kimś z Ameryki Łacińskiej. Od czasu do czasu coś oglądam. W tej chwili, jako że jestem pytana właściwie od samego początku o te kursy hiszpańskiego, a nie czuję się na siłach dawania takich kursów to zaczynam teraz współpracę. Najpierw z jedną osobą, później zobaczymy, czy to będzie więcej. Będą one uczyć hiszpańskiego właśnie pod moją marką i na moich zasadach.

Jakimi metodami uczysz? Jak to u Ciebie wygląda?

Jako że ja prowadzę te kursy intensywne i my się spotykamy codziennie praktycznie, czasami może być mniej intensywnie, jeśli ktoś naprawdę nie ma czasu. Przeważnie jednak są to codzienne spotkania. To jest tylko godzina, ale żebyśmy się spotkali przez tą godzinę i mogli wszystko omówić, to ta osoba ma też bardzo dużo rzeczy do zrobienia sama i to jest związane z kilkugodzinną pracą samemu. Później sobie to wszystko sprawdzamy, ja daję konkretne wskazówki i poprawiam później już konkretne rzeczy, ale to jest może takie trochę odwrócone, czyli bardziej ta osoba pokazuje mi co potrafi i ja to koryguje, niż ja komuś coś tłumaczę. Zawsze na przykład kiedy tłumaczę gramatykę to raczej staram się, żeby ta osoba mi wytłumaczyła coś niż ja jej, bo wiem, że jeśli sama mi to wytłumaczy to znaczy, że ona to już rozumie. A jeśli nie potrafi tego wytłumaczyć to najprawdopodobniej nie tak do końca jeszcze to jest zrozumiane i wtedy po prostu też się popełnia dalej błędy. To nie ja robię wykład: czy jeśli chodzi o gramatykę czy jakieś słownictwo czy omówienie jakiegoś tematu. Tylko bardziej ta osoba mnie.

Super. A jakimi metodami Ty się uczysz?

Kiedy się uczę jakiegoś języka, przede wszystkim bardzo dużo oglądam seriali. Ja o tym wszystkim mówiłam też bardzo dużo na moim kursie „Jak się uczyć języków sprytnie i efektywnie” i ta nauka polega na tym, żeby nie uczyć się w taki sposób, w jaki możemy się zmęczyć i zniechęcić. Jak się uczyć tak, żeby ta nauka była po prostu przyjemna. Tak też wygląda moja nauka, czyli oglądam przede wszystkim seriale, zapisuję różne rzeczy sobie, tworzę swoje własne teksty, czyli najpierw coś o mnie, później o sytuacji z życia, później przerabiam sobie jakiś temat do dyskusji i kiedy się spotykam na konwersacjach z moimi partnerami czy lektorami, to mam też zawsze już jakiś temat przygotowany. Na przykład obejrzę sobie odcinek albo przeczytam jakąś książkę czy jakieś opowiadanie, albo jakiś artykuł, albo obejrzę sobie jakieś wideo na jakiś temat na YouTube i po prostu to opowiadam tej osobie. Na początku to jest oczywiście dla takiej osoby… to znaczy nie dla mnie, jako nauczyciela ani ucznia, bo ja jestem do tego przyzwyczajona, ale ja sobie zdaję sprawę z tego, że kiedy ja coś sobie takiego przygotuję, a język znam kiepsko, tak jak na przykład rosyjski, i później z kimś rozmawiam to ta osoba musi tam siedzieć i wytrzymać to jak ja opowiadam o tej książce.

A co jest dla ciebie najłatwiejsze w nauce języka? A co najtrudniejsze?

Myślę, że nie ma takiej rzeczy. Myślę, że wszystko jest dla mnie tak samo łatwe. Chociaż myślę, że może najtrudniejszy jest ten moment taki na samym początku, kiedy najpierw nam się wydaje, że będziemy się uczyć tego języka i później zaczynamy się go uczyć i zaczynamy słuchać i tak zdajemy sobie sprawę z tego „matko przecież ja nic nie rozumiem”. To jest taki moment, w którym wielu ludzi przestaje dalej w to brnąć, bo im się wydaje, że się tego nie nauczą. To jest taki mam, który trzeba przeskoczyć, trzeba się po prostu zaprzeć. No więc, to jest taki najtrudniejszy moment, najtrudniejszy element, ale kiedy już się to przejdzie, to już jest dobrze.

Super. Bardzo Ci dziękuję za wywiad.

A was wszystkich zachęcam do odwiedzenia miejsc w sieci Sandry: przede wszystkim YouTube, ponieważ tam jest bardzo, bardzo dużo filmików. No i oczywiście na stronę, gdzie macie dostęp do Sandry kursów oraz wielu wpisów na blogu.

Dziękuję Ci bardzo Sandra. Hasta luego.

Dziękuję bardzo za zaproszenie. Hasta luego.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *