fbpx

Wywiad z Olą z Fiesta Siesta o nauce języka hiszpańskiego

Opublikowane przez OptimismoCompartido w dniu

Witajcie.

Chciałam wam przedstawić Aleksandrę. Aleksandra prowadzi bloga Fiesta Siesta, gdzie pokazuje nam swoją miłość do hiszpańskiego, ale również uczy nas hiszpańskiego w bardzo przyjemny sposób. Ola wydaje również swoje książki, które również w bardzo przyjemny sposób mogą nas wiele nauczyć o hiszpańskim.

Witaj Olu!

Witam, witam.

Czy chciałabyś dodać coś od siebie na temat tego co prowadzisz w sieci i poza siecią związanego z hiszpańskim?

Poza siecią w sieci, tak?

Tak jest.

W sieci prowadzę bloga, tak jak wspomniałaś. Mam zarówno materiały darmowe jak i płatne. Publikuje książki, staram się, żeby to wszystko było takie przyjemne dla na każdego, więc każdy myślę coś dla siebie znajdzie. Nieważne jaki ma typ nauki czy się uczy sam czy z kimś, czy jest wzrokowcem czy słuchowcem…  Staram się, żeby to było na tyle urozmaicone, żeby było dla każdego. A poza siecią prowadzę zajęcia indywidualne, prywatne, korepetycje oraz pracuje w szkole publicznej.

Jednym słowem: duże spektrum sposobów nauki. A powiedz, jak to było u Ciebie? Kiedy i gdzie miałaś ten pierwszy kontakt?

Pierwszy kontakt z językiem hiszpańskim miałam jeszcze w gimnazjum, jak jeszcze były gimnazja. Pozdrawiam rząd haha To był pierwszy wyjazd mój do Hiszpanii. To było jeszcze na takie typowe wakacje, jeszcze z rodzicami i tam właśnie zakochałam się ogólnie w Hiszpanii i w języku hiszpańskim. Od tego momentu jak już tylko wróciłam z wakacji to zaczęłam się po prostu uczyć.

Czyli jednym słowem była to miłość od pierwszego wejrzenia?

Wiesz co, poniekąd tak. Tylko tak szczerze mówiąc to sam hiszpański – to myślę, że ta miłość już gdzieś tam się zakorzeniła u mnie dużo, dużo wcześniej, bo już od dziadka i od mojej mamy, gdzie w sumie muzyka hiszpańska była zawsze w moim domu. Moja mama zawsze uwielbiała słuchać jakieś tam swoje starocia: Iglesiasy i inne Evory. I w sumie mój dziadek też zawsze opowiadał o Ameryce Łacińskiej. Marzyły mu się podróże. Wiadomo, że za jego czasów to było troszkę trudniej podróżować niż tak jak teraz. W sumie zawsze gdzieś tam te historie krążyły, ta muzyka, ale to zawsze było wszystko gdzieś tam z boku. Nie ruszało mnie to za bardzo. No dopóki nie wyjechałam. Wtedy zrozumiałam, że to jest TO i połączymy się wszystkie puzzle.

To u Ciebie w domu mama i dziadek mówili po hiszpańsku?

Dziadek nie. Dziadek, no nie był typem podróżnika, może to za dużo powiedzieć, skoro za dużo nie podróżował, tyle co tam po jeszcze po ówczesnej Jugosławii na przykład. Ale był takim właśnie marzycielem. Myślę, że dzisiaj to byłby wielkim podróżnikiem, tak jak połowa nas. Nie ma problemu z podróżowaniem. Natomiast moja mama, tak, mówiła po hiszpańsku, miała na studiach jako drugi język hiszpański. Coś tam potrafi.

Może wyssałaś to z mlekiem matki, a nie wiesz?

Może ; ) Ale pamiętam moje pierwsze próby nauki samodzielnej hiszpańskiego. Były trudne. Byłam w gimnazjum, nie było Instagrama, nie było wiedzy z Social mediów jak się uczyć tego języka, więc się uczyłam tak po prostu, po omacku. Pamiętam jak mama kiedyś powiedziała: Chodź Ola, siądziemy i razem się pouczymy. Wzięłam taką książkę z lat 70-tych od mojej mamy, z której ona korzystała na studiach, od Jacka Perlina i tam sobie przerabiałyśmy te materiały powoli. Natomiast, ja mam temperament i moja mama temperament, więc jak nasze lekcja trwały 5 minut to było super.

Czyli hiszpański temperament ; ) Jak to było, że pokochałaś ten język?

Nie mam zielonego pojęcia, szczerze. Dlaczego kochasz to co kochasz? Jasne, ktoś tam może mieć jakieś historie, ale miłość nie wybiera, że tak powiem.

Co Cię zmotywowało do nauki? Dlaczego potrzebowałaś znajomości tego języka? Już wiedziałaś w gimnazjum, że zostaniesz filologiem? Czy to się urodziło gdzieś po drodze?

Szczerze, dopiero jak poszłam na filologię to pomyślałam sobie: „kurczę, dostałam się, chyba będę filologiem” ha ha To chyba wtedy, zdałam sobie sprawę, że to już się zaczyna robić taka poważna rzecz. Uczyłam się dużo sama. Miałam jakieś tam pojedyncze korepetycje, ale wtedy też nie było w ogóle osób, które dawały takie lekcje. Jak wybierałam liceum to stwierdziłam, że nie obchodzi mnie to, jakie liceum, ale jedyny warunek, jaki musi być spełniony to, że musi być język hiszpański. Teraz ten hiszpański jest praktycznie w co drugiej szkole, jak nie więcej, natomiast te 15 lat temu nie było tak i musiałam dojeżdżać do drugiego miasta do liceum, które okazało, że to jest jedno z najlepszych liceów w ogóle tutaj w regionie, na Śląsku, więc poziom był bardzo wysoki. Przez te wszystkie lata liceum zastanawiałam się, czy tam hiszpański jest tego wart, bo było ciężko. Ale był wart. Summa summarum pisałam maturę rozszerzoną z hiszpańskiego jako jedyna z mojej hiszpańskiej klasy. No i nie miałam zielonego pojęcia co studiować, tak szczerze mówiąc. Nie miałam pojęcia w ogóle co chce w życiu robić, miałam milion pomysłów. Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Ola co lubisz robić, co  się uczyć i w ogóle? Żeby na studiach uczyć się tego, co kochasz się uczyć?” ja na to: „No… Lubię się uczyć hiszpańskiego!” No i złożyłam papiery na filologię hiszpańska i to były jede papiery jakie złożyłam na studia. Nie, jeszcze przepraszam do Krakowa zdawałam na turystykę, no bo lubię podróżować. Powiem szczerze nie pamiętam, czy się dostałam czy nie na tą turystykę. Ale pamiętam, że jechałam składać papiery. Bo nawet nie sprawdziłam czy się dostałam. Bo jak dostałam na hiszpański, to w sumie to było takie oczywiste, że to wybieram. No i dopiero jak poszłam na filologię hiszpańską to sobie zadałam pytanie: „ale co ja po tej filologii mogę robić?” W sumie to tak szczerze mówiąc to, że zostałam nauczycielem trochę mnie złapało samo. Bo ja generalnie pochodzę z rodziny nauczycielskiej i od zawsze wiem, jak to wygląda z drugiej strony. Zawsze sobie mówiłam, że nigdy nie będę nauczycielem, bo to jest naprawdę ze względu na pracę, szczerze tak shitowa praca, niewdzięczna. Jeżeli na przykład mówimy tutaj o szkole publicznej, bo prywatne lekcje są całkiem inne. Ale jednak, trafiłam do szkoły i jestem z tego póki co bardzo, bardzo zadowolona. Jeszcze się nie wypaliłam.

Życie nie wybiera czasami. Ty myślisz sobie co innego, a i tak wszystkie drogi prowadzą tam gdzie mają prowadzić.

Dokładnie, na studiach nie było studiów nauczycielskich hiszpańskiego, były tylko tłumaczeniowe u nas na UŚiu. No i tak mówię „no dobra, będę tym tłumaczem albo gdzieś do korpo pójdę pracować” No i cały czas się gdzieś tam to przewijało, nawet kiedyś praktyki miałam a propos tych tłumaczeń, ale nie podobała mi się ta wizja szczerze mówiąc, siedzenia i ślęczenie nad dokumentami, tłumaczenie. Jakoś mnie to przerażało i pamiętam, że skończyłam licencjat to byłam taka przerażona „Matko Boska, jeszcze 2 lata tylko magister i co ja potem zrobię. Ale w sumie po magistrze akurat jakoś tak ludzie sami zaczęli się do mnie odzywać. Ja jestem bardzo towarzyską osobą, więc mam wiele znajomości i po prostu dużo osób wiedziało, że ja się uczę hiszpańskiego, że studiuję i tak po prostu metodą na zasadzie „Hej Ola ponoć uczysz się hiszpańskiego, studiujesz, to chodź, mam dla Ciebie pracę.” Od słowa do słowa mówię, „a dobra to spróbuję” no i mi się spodobało

Powiedz mi więc, jak to jest z tymi nauczycielami języków obcych? Czy wy jeszcze musicie się uczyć języka? Bo powiedzmy co roku uczycie tego samego czy tam masz 3 lata klasę i możesz się trochę rozwinąć, a nie tylko podstawy, ale jak to jest? Czy nie brakuje Ci takich wyższych poziomów nauki? Jak to wygląda?

Dlatego mam jeszcze korki, bo bym oszalała tak szczerze mówiąc. Fakt, nauka w szkole jest nudna pod tym względem, że (dla nauczyciela oczywiście!) bo co roku robię mniej więcej to samo. Nawet jak program się zmienia. No to program się zmieni, ale jak mam zagadnienie, że muszę się nauczyć słówek powiedzmy z domu czy zdrowia i tak dalej, no to nagle się nie zmieni: ściana nadal będzie ścianą, a stół będzie stołem. Taka jest prawda. Gdzieś tam te podstawowe słówka zawsze są, te ćwiczenia, książki, zawsze są mniej więcej te same. No bo tego wymagają też uczniowie. I to jest nudne, ale z drugiej strony to też jest takie mobilizujące, żeby na przykład przygotować dodatkowe ćwiczenia, żeby nie zwariować. Pytanie czy uczniowie chcą dodatkowe ćwiczenia. Bo jak tylko nauczyciel przynosi dodatkowe ćwiczenie to dzieci w szkole średnio chcą się uczyć i wiadomo psioczą na wszystko, na szkołę.  No bo szkola to stereotypowo jest zło. No tak niestety jest, taki sobie zawód wybrałam. Zdaję sobie z tego sprawę, że jestem zła. Nie ważne czy ktoś miał ze mną zajęcia czy nie. Jestem nauczycielką, ja muszę być zła. Ale na zajęciach prywatnych też jest całkiem inaczej. Tam idzie poszaleć. Nie trzymam się książki, jeżeli uczeń tego ode mnie bardzo nie wymaga. Bo są tacy uczniowie, że muszą mieć książkę i muszą bardzo lecieć od a do z, bo po prostu im to tak wychodzi, im to sprawia fun i czerpią z tego, korzystają.  A są tacy uczniowie, co właśnie mogę sobie gdzieś tam jakieś fajne tematy przygotować, samemu sobie gdzieś tam porozmawiać po hiszpańsku na wyższych poziomach.

Jakimi metodami uczysz? Jakimi metodami uczyłaś się języka?

W sumie to chyba wszystko próbowałam, szczerze mówiąc. Przez tyle lat się uczyłam i na początku, wiadomo, robiłam to po omacku. Ja nawet nie wiedziałam kiedyś, że człowiek jest wzrokowcem, słuchowcem… Dopiero gdzieś tam w liceum czy na studiach się dowiedziałam, że takie coś istnieje, więc jak się dowiedziałam, że takie coś istnieje. Uczyłam się tego, co mi sprawiało przyjemność i pamiętam mój segregator z hiszpańskimi piosenkami, gdzie po prostu… Jeszcze wtedy tak nie było chyba, to znaczy pewnie Youtube był, ale to nie było tak popularne. Piosenki, jak „la camisa negra” to się wałkowało przez miesiąc i człowiek był happy. Pamiętam, jak wyszukiwała hiszpańskie piosenki i sobie je drukowałam, miałam segregator z tymi piosenkami, tłumaczyłam, śpiewałam, uczyłam się też wymowy. To mi najlepiej właśnie wychodziło, bo przy okazji nie dość, że mogłam sobie to pokreślić na wszystkie kolory, bo tu mamy rzeczownik fajny, bo tu przymiotnik, a tutaj sobie coś narysuję, bo to jest serduszko, po raz setny Corazón, do tego mogłam pośpiewać, perfekcyjne dla mnie, i do tego mogłam potańczyć. No czego więcej chcieć. I to była metoda, która mi się najlepiej sprawdzała. Natomiast na studiach to już było za mało. Na studiach pokochałam gramatykę i bardzo lubię się uczyć przez rozwiązywanie zadań gramatycznych. Nawet od podstaw, od A0, z tego względu, że nie dość, że poznaję masę nowych słów, to widzę, jak są takie prawdziwe zdania mniej więcej zbudowane. No bo wiadomo piosenki – nikt nie mówi tak, jak się śpiewa w piosenkach, mam nadzieję. Powiedz, że to jest prawda.

Też mam taką nadzieję. Tak samo, jak mam nadzieję, że nikt nie mówi tak jak w La Casa de papel, bo szczerze powiedziawszy…

Tu bym mogła się kłócić.

Albo ja się otaczam wśród takich ludzi, że jest dla mnie dziwne to, jak mówią w tym serialu. Chociaż też, ja znam starsze osoby, a tam mam wrażenie używają raczej języka młodzieżowego.

W filmach i w książkach te rozmowy zawsze będą troszkę inne niż na ulicy. Jest tak jak w sumie u nas w Polsce, że mamy jakieś filmy i mówimy „Boże, ja bym tak w życiu nie powiedział”.

Dowiedziałyśmy się już, że najbardziej lubisz się uczyć gramatyki. To powiedz, co sprawia Ci największe kłopoty w nauce.

Chyba samodyscyplina. Jeżeli się człowiek uczy i nie ma nad sobą wiszącego kolokwia tylko się uczy sam dla siebie to faktycznie ta samodyscyplina, żeby przesiąść i po prostu zacząć. Nieważne czy to jest gramatyka czy piosenki czy „zobaczę sobie kolejny odcinek La casa de papel, oczywiście bez napisów, żeby się na tym skupić i wyłapać jeszcze z tego jakieś fajne smaczki.

To można powiedzieć, że z samą nauką nie masz problemów.

Wszystkiego da się nauczyć. Pamiętam miałam problem z Subjuntivo. Nie wiem, ile lat się uczyłam Subjuntivo, ale idąc na maturę rozszerzoną, nie do końca kumałam czaczę. Umiałam właśnie tak książkowo, ale do końca nie rozumiałam o co w tym chodzi. W życiu chyba tego nie używałam w mowie. Dopiero na studiach, kiedy pamiętam, były kolokwia i za piątym razem już podchodziłam do kolokwia. Tak, nauczyciele też potrafią nie zdać kolokwia. Jeszcze u doktor Deditius, to znaczy wtedy jeszcze była magister Deditius. Nie wiem, czy miałaś z nią zajęcia.

Tak, miałam. Nie miałam z nią gramatyki, ale ogólnie miałam z nią dużo zajęć.

No! Było generalnie trochę trudno. No to jasne, że miałam z tym problem. Ale generalnie jest zasada, że trzeba przysiąść, zrobić milion przykładów i po prostu podchodzić do danej kwestii z różnych stron. Jeżeli czegoś nie rozumiem, zrobić sobie parę dni przerwy i spróbować z inną książką albo z innym nauczycielem albo po prostu odpuścić, to wtedy też tak wiedza sama się szufladkuje, sama się układa.

Zostawmy już tematy nauki. Ostatnie pytanie: Jakie miejsca w Hiszpanii polecasz odwiedzić i dlaczego?

Ale trudne pytanie. Uważam, że to zależy. Bo szczerze mówiąc, większość z nas jest zafascynowana południem, Andaluzją. Ewentualnie, wiadomo, Barcelona. Natomiast ja uwielbiam północ: Kantabria, Galicja. Nie wiem czemu, ale te regiony mnie bardzo przyciągają. Jakbym miała na przykład teraz polecieć do Hiszpanii to poleciałabym na północ, a nie na południe. Nie lubię szczerze mówiąc takiego suchego klimatu na zasadzie pustynnego, gdzie faktycznie ta natura nie odpowiada mi tak szczerze mówiąc. Jestem miłośniczką lasów, takich bogatych, jak nasze polskie lasy, jakieś puszcze. Tego nie doznasz w Andaluzji, ale Kantabria, cała zielona, piękna czy Galicja. Te laski ichniejsze. To jest cudo.

Dziękuję Ci w takim razie bardzo za wywiad. A Was wszystkich zapraszam do śledzenia Oli na jej blogu, na jej Instagramie i Facebooku oraz na grupie na Facebooku, gdzie Ola wrzuca codziennie jakieś ciekawe smaczki językowe.
Dziękuję Ci bardzo Olu. Hasta Luego.

Dziękuję. Hasta Luego.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *